Varful Peleaga (2509 m) – najwyższy szczyt Masywu Retezat w Rumunii

Chatka nad jeziorem bucura

Masyw Retezat – gdzie leży? Długa i kręta droga przez Transalpinę

Masyw Retezat – trzecie i ostatnie pasmo górskie na trasie naszej dwutygodniowej podróży po Rumunii – znajduje się w jej południowo-zachodniej części w okręgu Hunedoara. To tam postanowiliśmy ruszyć spod zamku Drakuli, mając za cel najwyższy szczyt Retezatów – Varful Peleaga i zaliczenie kolejnej malowniczej trasy – Transalpiny. Najwyżej położona rumuńska droga osiąga na przełęczy Urdele wysokość 2145 m n.p.m. Wyruszając po zwiedzaniu zamku Poenari, jeszcze nie wiemy, że przełęcz będzie tak trudna do osiągnięcia, ale po kolei.

W miejscowości Curtea de Arges zgodnie z GPS odbijamy z Trasy Transfogaraskiej na zachód, gdzie już po kilku kilometrach orientujemy się, że coś jest nie tak. Asfalt jest pełen dziur i nierówności. Po nim wjeżdżamy na szutrową drogę, pełną ostrych kamieni i głębokich kolein, pomimo których decydujemy się jechać dalej, łudząc się, że zaraz znajdziemy choćby kawałek asfaltu. Po kilkunastu kilometrach tej koszmarnej drogi (gorszą widziałem jedynie w Etiopii, jadąc do Lalibeli) wyjeżdżamy wreszcie na upragnioną nawierzchnię i oddychamy z ulgą.

Owce spędzane na redyk w Rumunii
Rumuński redyk na drodze

Dalej wszystko wydaje się ok – osiągamy coraz większą wysokość, mijamy miejscowych górali spędzających na zimę swoje owce i cieszymy oczy widokiem przyprószonych śniegiem świerków, docierając koniec końców na Transalpinę. Na skrzyżowaniu w Obarsia Lotrului łączy się ona z drogą 7A, z której przyjechaliśmy. Tam spotykamy sporo turystów, zarówno posiadaczy czterech kółek, jak i dwukołowców. Motocyklistów przyciągają zapewne tutejsze „patelnie”, czyli długie zakręty o znacznym kącie, najczęściej 180 stopni.

Jedną z motocyklistek pytamy o przejezdność Transalpiny, ponieważ zaniepokoił nas widoczny wcześniej na trasie śnieg. Rozwiewa nasze obawy o wcześniejsze zamknięcie Transalpiny (zazwyczaj dzieje się to w listopadzie i trwa do końca maja) i zdecydowanym ruchem dłoni wskazuje nam dalszy kierunek jazdy. A więc ruszamy, licząc na spektakularne widoki na trasie. Taa…

Zakręt na rumuńskiej drodze, obok przyprószone śniegiem świerki
Zimowy klimat we wrześniu na Transalpinie

Retezaty – jak dojechać z Poenari i (nie) przegapić przełęczy Urdele?

Jadąc z zamku Poenari do Retezatów i nie chcąc pominąć przełęczy Urdele, najlepiej jest podążać Transalpiną z południa na północ. Tyle teoria. Będąc na skrzyżowaniu, w Obarsia Lotrului ruszamy z nadzieją, że dotrzemy w ten sposób do przełęczy. Po kilku kilometrach drogi i osiągania coraz większej wysokości nagle zaczynamy zjeżdżać ostro w dół. Sprawdzamy GPS i mimo że dalej jedziemy Transalpiną, wiemy już, że żadnej przełęczy Urdele nie osiągniemy, ponieważ ją…przegapiliśmy!

Na pechowym dla nas skrzyżowaniu północny odcinek Transalpiny przecina się z drogą 7A. Kilkaset metrów dalej, ta sama droga krzyżuje się z południowym odcinkiem Transalpiny, na którym to znajduje się przełęcz Urdele! Błąd, który popełniliśmy, nie jadąc kawałek dalej za skrzyżowaniem, był jednak jedynie następstwem wcześniejszego. Będąc jeszcze Curtea de Arges, nieopatrznie skręciliśmy za wcześnie na zachód, zamiast jechać w kierunku Ramnicu Valcea i dalej do wsi Ciocadia. Tam zaczyna się południowy odcinek Transalpiny…

Krowy i kozy pasące się dziko na poboczu rumuńskiej drogi
„Na Transalpinę to tędy?”

Plujemy sobie w brodę, jadąc w kierunku Sebes, w którym kończy się dla nas przejazd Transalpiną, jednak bez jej najlepszego fragmentu. Cóż, w podróży nie zawsze można wszystko idealnie zrealizować, zwłaszcza w tak długiej, jak nasza objazdówka. Jednak dzięki tej wpadce mamy mocną motywację, aby kiedyś tu wrócić. Pokrzepieni tą refleksją, ruszamy z Sebes w kierunku kempingu, znajdującego się w miejscowości o nazwie bardzo pasującej do naszej dzisiejszej przygody – Clopotiva.

Do kempingu docieramy po około 2 godzinach drogi, w sporej części biegnącej autostradą, w tym czasie zatrzymując się jeszcze na obiad w restauracji Red Garden, w miejscowości Hateg. Retezat Retreat Camping okazuje się całkowicie darmowy! Po rozbiciu namiotu przy palenisku na polanie rozmawiamy z jej właścicielem – paralotniarzem, który oprócz pracy, zarabia na swojej pasji, pokazując klientom Retezaty z lotu ptaka. Bardzo ciepło nas przyjął, dlatego po skorzystaniu z pryszniców i noclegu, rano zostawiamy w puszce przy wyjściu dobrowolną daninę.

Bezpański pies leżący na drodze na skrzyżowaniu w Obarsia Lotrului
Odpoczynek bezpańskiego psa na Obarsia Lotrului

Jak dojechać na Poiana Pelegii, skąd biegnie szlak na Varful Peleaga?

Na Poiana Pelegii, gdzie ma swój początek wybrany przez nas szlak na Varful Peleaga, można dojechać samochodem. Najlepiej oczywiście terenowym, ale jak nasz przykład pokazuje, także dostawczym. Zaprawieni w bojach na trudnej, górskiej drodze prowadzącej do Stana lui Burnei w Fogaraszach, podobna trasa w Retezatach nie budzi w nas przesadnych obaw. Po wyjeździe z kempingu wokoło pół godziny docieramy do przepięknie położonej zapory Gura Apelor, skąd w godzinę można dojechać na polanę Pelegii.

Widok na zaporę Gura Apelor w Rumunii
Zapora Gura Apelor w drodze na Varful Peleaga

Jesteśmy chyba jednymi z pierwszych turystów na trasie, ponieważ oczekujemy dobre kilkanaście minut przy wjeździe do Parku Narodowego Retezat. Po wyjściu urzędnika z drewnianej chaty i opłaceniu niewielkiej opłaty zostawiamy asfalt za nami i podążamy wąską, szutrową drogą w górę. Warunki są idealne, jest w miarę sucho i świeci słońce, więc szybko i sprawnie docieramy na polanę Pelegii. Jedynie końcówka dostarcza nam trochę adrenaliny, zmuszając do opuszczenia samochodu i oceny, czy damy radę ominąć ostry kamień.

Poiana Pelegii położona jest na wysokości 1630 metrów, gdzie można zostawić samochód na parkingu i ruszyć niebieskim szlakiem na przełęcz Pelegii. Szlak najpierw prowadzi gęstym, świerkowym lasem, by po pokonaniu kilkuset metrów wysokości, odsłonić przed nami przepiękny krajobraz masywu Peleaga. Przypomina nam znane tatrzańskie widoki, więc jest zupełnie inny od Fogaraszy czy Apuszenów. Ostre szczyty i głębokie doliny z wielkimi jeziorami to coś, czego nam do tej pory brakowało w Rumunii.

Widok na chatę na Poiana Pelegii
Chata na Poiana Pelegii na szlaku na Varful Peleaga

Jak długo trwa wejście nad jezioro Bucura i czym jest cyrk lodowcowy?

Po około 2 godzinach marszu docieramy nad przepięknie położone jezioro Bucura (2040 m n.p.m.), które znajduje się w cyrku lodowcowym. Co to takiego? To naturalne zagłębienie o charakterystycznej, często półkulistej lub owalnej formie, otoczone z trzech stron stromymi stokami lub ścianami. W Polsce kilka takich cyrków znajdziemy w Tatrach, które Retezaty przypominają także pod względem geologicznym. Na wysokości jeziora Bucura nagle załamuje się pogoda, a wiatr zaczyna hulać, niczym halny w Tatrach, tyle że przeraźliwie zimny.

Korzystamy więc ze schroniska, a raczej chatki nieopodal, w której staramy się ogrzać, przebierając się w suche ubrania. Chatka jest wyposażona w kilka piętrowych łóżek, a nawet małe poddasze. Dołącza do nas trzech Węgrów, równie przemarzniętych, jak my. Okazuje się, że co roku od wielu lat organizują oni wspólną wyprawę w Retezaty, zacieśniając w ten sposób swoje przyjacielskie relacje. Oprócz typowo górskich tematów poruszam także Traktat w Tranion z 1920, pozbawiający Węgry kontroli nad Retezatami.

Zaśnieżony szczyt masywu Retezatów
Zaśnieżony Masyw Retezat

Nie mają oni jednak większego żalu o utratę Retezatów, dowodząc, że góry są przede wszystkim dla ludzi, a nie konkretnego państwa. O dziwo, mimo corocznych wizyt, nigdy nie spotkali w Retezatach niedźwiedzia. Tłumaczą nam, że tutejsze misie, w przeciwieństwie do fogaraskich, są bardziej dzikie i dlatego też raczej stronią od ludzi. Żegnamy się z naszymi bratankami znad Dunaju, a Ci zostawiają nas z niepokojącą informacją, że będąc wyżej, mierzyli się ze śliskim i oblodzonym terenem.

Chwilę zastanawiamy się nad sensem wyjścia na szczyt, ale chcemy chociaż spróbować. Nie możemy jednak wydostać się z chatki – zostaliśmy zatrzaśnięci! Nerwowo zaczynamy pukać, ale nikt nie reaguje na nasz sygnał. Wpadamy w lekką panikę, pukanie zamieniając w walenie pięścią w drzwi, co w końcu daje efekt! Węgrzy, będąc ciągle w pobliżu chaty, usłyszeli nas i otworzyli zatrzaśnięte przez nich drzwi. Uff…

Widok na schronisko nad jeziorem Bucura w Retezatach
Schronisko nad jeziorem Bucura w Retezatach

Varful Peleaga – jak wejść na najwyższy szczyt Rezetatów w Rumunii?

Varful Peleaga (2509 m n.p.m.) to najwyższy szczyt w Rezetatach, na który można wejść, idąc niebieskim szlakiem, prowadzącym z Poiana Pelegii do przełęczy Pelegii, skąd dalej idzie się czerwonym. O ile do jeziora szlak był dla nas łatwy, to za nim idziemy przez coraz większe skały, by następnie dojść do stromej, zbiegającej ku dolinie ściany. Dalej szlak biegnie wąską, idącą mocno w poprzek ścieżką, prowadzącą na przełęcz. Zaczynamy jej trawers, ale obawiamy się śliskiego podłoża oraz pogarszającej się pogody.

Widząc nadciągające ciemne chmury, Kasia postanawia zawrócić do chatki, a sam decyduję się kontynuować wspinaczkę. Umawiamy się, że jeżeli pogoda całkowicie się załamie, zawrócę natychmiast do chatki. Idąc na przełęcz, ostrożnie stawiam kroki i uważam na śliskie kamienie. Będąc na przełęczy, wydaje się, że najtrudniejszy fragment trasy mam za sobą. Dalej szlak robi się łagodniejszy, czego nie można powiedzieć o pogodzie. Robię kilka zdjęć doliny widocznej po drugiej stronie i szybko chowam ręce przed zimnem.

Widok na cyrk lodowcowy w Retezatach
Cyrk lodowcowy w Retezatach

Z przełęczy odbijam na czerwony szlak, prowadzący trudnym do pokonania piargiem, przez co moje tempo spada. Mam szczęście – spotykam parę Rumunów i razem przechodzimy przez kolejne szczeliny pomiędzy kamieniami. Po niecałej godzinie drogi widzimy odsłaniający się we mgle szczyt Varful Peleaga! Cykam kilka zdjęć na dowód, że mimo trudnych warunków udało się wejść, ale oprócz mnie, tabliczki i oczywiście rumuńskiej flagi, niestety nic nie widać. Na szczycie jest kompletne „mleko” i strasznie zimno, więc decyduję się pożegnać z moimi towarzyszami.

Będąc już w dolinie, dostrzegam tylko kontury ich postaci, wolno schodzących z przełęczy, a po chwili słyszę rozlegający się krzyk! Mam nadzieję, że dotarli bezpiecznie do schroniska. Tam Kasia przygotowała mi gorącą herbatę i słodycze, które zabraliśmy z samochodu. Nabierając sił, ruszamy w dół. Podczas zejścia znowu zaświeciło słońce, odsłaniając tatrza…, przepraszam, retezańskie szczyty, jakby chcąc nas wynagrodzić za podjęty wysiłek.

Widok na Masyw Retezatów
Masyw Retezatów

Zobacz inne nasze wyprawy:

Kungsleden – Szlak Królewski w Laponii na północy Szwecji

Lofoty – Jak dojechać i co zobaczyć w 4 dni

Podobne wpisy