Park Narodowy Abisko – najczęściej odwiedzany park narodowy w Szwecji
- Park Narodowy Abisko – kemping w Nissonjokk
- Jak wygląda trasa prowadząca przez Park Narodowy Abisko?
- Fauna i flora w Parku Narodowym Abisko
- Park Narodowy Abisko – schronisko w Abiskojaure
- Siellajohka – pierwszy biwak poza Parkiem Narodowym Abisko
Park Narodowy Abisko – Kemping w Nissonjokk
Park Narodowy Abisko przywitał na pięknym porankiem. Po nocy spędzonej na kempingu Nissonjokk dopiero koło południa zwlekamy się z materacy. Zauważam, że z jednego z nich nadal uchodzi powietrze. Nieodpowiednia izolacja pleców od ziemi mocno wychłodziła nasze ciała, dlatego poprawiamy łaty, którymi wczoraj zakleiliśmy materac. Po złożeniu namiotu kierujemy się do wiaty, gdzie przygotowujemy śniadanie. Wraz z pakowaniem się zajmuje nam to około 2 godzin. Nie spieszymy się, ponieważ o tej porze roku słońce praktycznie tutaj nie zachodzi.

Ruszamy na dalszą część Szlaku Królewskiego z pola namiotowego w Parku Narodowym Abisko. Przed nami 11.5 kilometra liczącej cztery godziny trasy. Zaraz po wyjściu odkrywamy przepiękny widok na rzekę, próbującą się przecisnąć przez wielkie głazy. Hektolitry przepływającej wody od lat formują je według swojej woli. Nie ściągając plecaków (sic!), zeskakujemy na nie, ryzykując przeciążeniem kolan już na pierwszym kilometrze dzisiejszej trasy. Robię to jednak bez zastanowienia, gdyż uwielbiam bliskość i dźwięk wszelkiego rodzaju górskich rzek i potoków.

Nie wiem, jak to nazwać, ale słysząc dźwięk wodospadu, mój umysł wskakuje na zupełnie inne fale. Robimy kilka zdjęć, wylegując się tak zwanym międzyczasie na suchych głazach, niedotkniętych jeszcze tym wodnym żywiołem. Jego fale uderzają w położone niżej skały, tworząc mocne podmuchy. Czujemy je tym bardziej, im bliżej koryta rzeki staniemy, aby móc z bliska przekonać się o sile natury. Jak dla mnie nawet wyłącznie dla tego miejsca można odwiedzić Abisko National Park.

Jak wygląda trasa prowadząca przez Park Narodowy Abisko?
Przez Park Narodowy Abisko prowadzą dwie trasy. Piesza oznaczona jest czerwonymi kółkami umieszczonymi głównie na kamieniach, ale także drzewach i znakach. Prowadzi głównie zagajnikami brzozowymi i bagiennymi łąkami wśród rwących rzeczek. Szlak dla narciarzy i skuterów śnieżnych oznakowany jest czerwonymi, przecinającymi się deskami. Trzeba uważać, aby w lecie się nie pomylić i nie zgubić się na podmokłych terenach. Dlatego często na trasie pokonujemy drewniane kładki, które ułatwiają jego przejście.

Przeglądając w internecie relacje z trasy, kładki wydawały mi się zbytecznym ułatwieniem, ale teraz rozumiem, czemu są znakiem rozpoznawczym Szlaku Królewskiego. Bez nich byłby bardzo ciężki do pokonania. Rzekę Ballinjohka, stanowiącą dopływ Abiskojokk, przechodzimy wiszącym nad nią mostem. Za nim robimy krótką „przerwę grawitacyjną”, jak nazwaliśmy oparcie plecaków o głaz, bez ściągania ich z pleców. Mając tak ciężkie plecaki, jak my, warto robić częste przerwy w czasie przejścia Parku Narodowego Abisko.

Po lewej widzimy pierwsze szczyty. Ich pionowa budowa, z lekko falistym plateau oraz stromymi zboczami, jest charakterystycznym widokiem dla wyżyny Lapońskiej, której szwedzka nazwa to Lappmark, a całego regionu – Lappland. Sama Laponia rozciąga się na 380 kilometrach kwadratowych i znajduje się na terenie Szwecji, Norwegii, Finlandii i Rosji. Jej rdzennymi mieszkańcami są Saamowie, których Szwedzi nazywają Lapp. Natomiast słowo mark oznacza ziemię, która rozciąga się również na teren Parku Narodowego Abisko.
Relacje z wypraw na Szlak Królewski były najczęściej z sierpnia i września, więc zakładaliśmy, że w tych miesiącach będzie tutaj szczyt sezonu. Koniec lipca też przyciąga piechurów, chociaż nie spodziewaliśmy się tłumów, gdyż w tym miesiącu turystów zwykle odstraszają owady. My nie widzimy na razie jakiegoś „komarowego armagedonu”. Widocznie jest chłodniej niż zazwyczaj, ponieważ nie czujemy zbytnio ich obecności, przemierzając Park Narodowy Abisko.
Fauna i flora w Parku Narodowym Abisko
W drodze przez Park Narodowy Abisko wśród krzewów pełnych niedojrzałych jeszcze jagód widzimy odpoczywającego Pana z przepięknym białym pieskiem. Wcześniej w oczy rzuca się nam ptak, wyglądający trochę jak kuropatwa, którym okazuje się Lagopus lagopus, czyli Pardwa mszarna. Poznać ją można po charakterystycznej czerwonej róży, stanowiącej jakby rzęsę nad okiem oraz szarobrunatnej głowie i szyi, ale tylko wiosną. W zimie upodabnia się do koloru swoich skrzydeł i staje się biała. Podczas naszego spotkania jest w swojej letniej, rudej kreacji.

Jej głos przypomina ludzki śmiech, co podczas pokonywania kolejnych metrów, wprawia w lekką konsternację. W lesie rośnie bardzo dużo purpurowych kwiatów, więc jednego z nich zbieram i daję Kasi, która przystraja nim swój plecak. Są to Lathyrus vernus, czyli wyka wiosenna lub groszek wiosenny, która rośnie tutaj aż do jesieni. W takich okolicznościach przyrody wędrujemy prosto do schroniska Abiskojaure znajdującego się na terenie Parku Narodowego Abisko.
Park Narodowy Abisko – schronisko w Abiskojaure
W drodze do schroniska w Abiskojaure pokonujemy kolejny most nad, tym razem rzeką Kamajakka wpływającą do jeziora Abeskojavri, które towarzyszyło nam przez ostatnie kilka kilometrów. Za mostem widzimy zabudowania schroniska, gdzie a drzwiach recepcji wisi kartka z prognozą pogody na kolejne dwa dni.

Sprawdzanie pogody przerywa mi wychodzący z recepcji chatkowy. Zamieniamy z nim kilka słów na temat samego schroniska. Wyraźnie pobudzony naszą wizytą, tłumaczy nam cennik. Dla członków STF rozbicie namiotu kosztuje 200 koron (300 dla reszty). W cenie jest kuchnia, camping, sauna oraz toalety. Schronisko posiada 6 pokoi i między 51 a 75 łóżek, saunę oraz sklep. Jest otwarte między lutym a kwietniem oraz między czerwcem a wrześniem.

Przy obowiązującym w Szwecji prawie do rozbicia namiotu gdziekolwiek się chce, zachowując przy tym odpowiednie odległości od budynków (prawo Allemansratten), taka opcja nas nie interesuje. Pytam wyłącznie o saunę i „day visit„. Ta pierwsza kosztuje 50 koron, a serwis dzienny 40 kr (uprawnia do korzystania, za wyjątkiem noclegu, z budynków schroniska przez 2 godziny między 11 a 15. Uprzejmie informuję go, że chcemy skorzystać tylko z ławek przed schroniskiem, w celu przygotowania obiadu, chcąc jeszcze dzisiaj opuścić Abisko National Park.
Na jednej z chatek noclegowych obok ławek spostrzegamy przybitą gwoździami tabliczkę z napisem „Slask„, oznaczający miejsce, gdzie wynosi się wiadra z brudną wodą. Na obiad robimy zupy z paczek. Rozgrzewamy się nimi niczym dziewczyny pobytem w saunie obok. Nie chcąc chłodzić się tak jak one w lodowatym jeziorze, postanawiamy ruszyć dalej w kierunku pola namiotowego, położonego około 4 kilometrów stąd. Po przebrnięciu mostu widzimy tęczę na horyzoncie, która na tle chmur tworzy przepiękną kolorową łunę nad Abisko National Park.
Na zachód od Parku Narodowego Abisko znajduje się granica norwesko-szwedzka. Na trasie znajduje się tablica, informująca o przygotowaniach Szwedów w tej okolicy do obrony przed Niemcami w czasie II wojny światowej. Po ataku III Rzeszy na Narwik w 1940 roku tereny te stanowiły przejście do strategicznie ważnej Kiruny, gdzie wydobywano złoża rudy żelaza. Alianci odnieśli w Narwiku zwycięstwo, między innymi dzięki uczestnictwu w walkach polskiej Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, jednak nie zapobiegli niemieckiej okupacji Norwegii.
Siellajohka – pierwszy biwak poza Parkiem Narodowym Abisko
Zostając na terenie Parku Narodowego Abisko, kierujemy się na pole namiotowe Siellajohka. Rezygnujemy z alternatywnej drogi przez Unna Allas. Przy granicy parku wznosi się majestatycznie wyglądająca góra o katalońsko brzmiącej nazwie Giron (1551 m), wraz z wypływającym z jej zbocza przepięknym wodospadem. Pogoda nam dopisuje – zza chmur systematycznie wyłania się słońce. Czasami tylko na horyzoncie pojawiają się duże, ciemne chmury, kłębiące się pomiędzy Giron, a jej południową sąsiadką – Garddenvarri (1156 m).


W dolinie rzeki Siellajohka zastajemy sporo namiotów, ponieważ miejsce leży już poza Parkiem Narodowym Abisko. Kasia podejmuje decyzję o rozbiciu namiotu, co całkowicie akceptuję, mimo chęci brnięcia naprzód. Przekonuje mnie kolejny wąski nurt rzeczny, o charakterystycznym odgłosie wody uderzającej o skały. Rozbijamy się obok małego paleniska na niewielkim wzniesieniu nad rzeką. Idziemy się w niej obmyć wodą, spływającą z lodowca i robimy sobie zdjęcia na wiszącym nad nią moście.

Na kolację Kasia przygotowuje kaszkę manną z torebek, natomiast ja postanawiam rozpalić ognisko. Nie jest to łatwe zadanie zwłaszcza przy tutejszej wilgotności, o czym przypominają mi kolejne zebrane mokre kawałki chrustu i drewna. Nie poddaje się jednak i po kilkunastu próbach udaje mi się na tyle rozpalić ogień, aby wysuszyć lekko przepocone rzeczy. Niezadowolony z efektów suszenia przy tak dużej wilgotności, przygaszam ognisko i zbieram się razem z rzeczami do środka naszego namiotu.
Jest 23.30, więc teoretycznie zostaje 40 minut do zachodu. Sam dzień polarny w Laponii trwa od czerwca do połowy lipca. Jesteśmy już w drugiej połowie lipca, ale nadal zachód słońca to wyłącznie lekkie poszarzenie się horyzontu. Rozczarowany takim obrotem sprawy, próbuję zasnąć. Na szczęście dzięki niezachodzącemu słońcu, nie trzeba będzie wstawać o świcie. O tej porze roku wędrówka może trwać cały dzień. Pozostaje się jedynie dobrze wyspać, aby jutro kontynuować trekking trasą Fjallraven Classic.

Zobacz inne nasze wyprawy:
Lofoty – Jak dojechać i co zobaczyć w 4 dni
Rumunia – co warto zobaczyć w 2 tygodnie, jadąc samochodem z Polski?

