Doliną Tjaktjavagge do schroniska Singi – w poszukiwaniu Durlings Led

  1. Tjaktjavagge – piękna dolina na trasie do schroniska Singi
  2. Poszukiwanie szlaku na Giebnegáisi w dolinie Tjaktjavagge
  3. Ile może trwać wejście na Giebnegáisi, a szlak Durlings Led
  4. Singi, schronisko między dolinami Tjaktjavagge i Ladtjovagge

Tjaktjavagge – piękna dolina na trasie do schroniska Singi

Noc spędzona w dolinie Tjaktjavagge była zaskakująco ciepła i przyjemna. Dziś jest dużo lepsza aura niż wczorajsza pogoda na trasie z przełęczy Tjaktja. Nie pada i nie wieje, a szczyty gór są dużo lepiej widoczne. Naszym celem dzisiaj jest przejście do schroniska Singi. Wyruszając z Salki, przejmuję aparat od Kasi i podążam za nią, szukając najlepszych ujęć. Po lewej ukazują nam się doliny ze zboczami opadającymi łagodnie w dół, po prawej zaś widzimy wręcz pionowe ściany. Będąc jeszcze w schronisku, Kasia tłumaczy, że za takie kształty odpowiada lodowiec.

Widok na dolinę Tjaktjavagge
Wykład dotyczący poruszania się lodowców w dolinie Tjaktjavagge przy porannej kawie

Przed nami w oddali wyłania się kolejne pastwisko reniferów, które tak jak poprzednie jest ogrodzone wysokim ogrodzeniem. Zanim do niego dojedziemy, czekają na nas następne mosty, wiszące co rusz nad rzeką Tjaktjajakka, która wraz z dopływami tworzy wspaniały krajobraz doliny Tjaktjavagge, o charakterystycznej budowie w kształcie litery U. U-kształtna dolina powstaje poprzez przekształcenie się z doliny V-kształtnej i charakteryzuje się stromymi ścianami i płaskim dnem, dzięki czemu możemy odczuwać niesamowitą przestrzeń.

Dolina Tjaktjavagge i widok mostu nad rzeką Tjaktjajakka
Dolina Tjaktjavagge

Za jednym z mostów robimy krótką przerwę przy kolejnym kamieniu medytacyjnym. Piąta z kolei sentencja brzmi: „To wyzwania szukają nas, a nie my wyzwań„. Można tylko się z tym zgodzić, mając świeżo w pamięci wczorajszy, jakże intensywny dzień, który na pewno stanowił dla nas solidną próbę charakteru. Dzisiejszy odcinek w dolinie Tjaktjavagge jest zdecydowanie łatwiejszy, więc nic dziwnego, że dopisują nam humory. Nawet nasze plecaki wydają się dużo lżejsze niż w poprzednich dniach.

Kamień medytacyjny w dolinie Tjaktjavagge
„To wyzwania szukają nas, a nie my wyzwań”

Tym razem nie ponagla nas ani wiejący wiatr, ani padający deszcz, więc korzystamy z promieni słonecznych padających na otaczającą nas przestrzeń i wypatrujemy pasących się w oddali reniferów. Na próżno. Czyżby te śliczne zwierzęta wypoczywały po wczorajszych deszczach, wylegując się gdzieś ukryte w dolinie Tjaktjavagge na ciepłych od słońca głazach, susząc swoje puchowe futerka? Myśląc o nich, pochłaniamy kolejne zapasy naszego prowiantu i popijając wodę pozyskaną prosto z tutejszych rzek, oddychamy świeżym, polarnym powietrzem.

Kładka nad strumykiem w dolinie Tjaktjavagge
Nawadnianie na trasie

Poszukiwanie szlaku na Giebnegáisi w dolinie Tjaktjavagge

Na trasie do schroniska Singi wypatruję szlaku prowadzącego na Giebnegáisi (lapońska nazwa najwyższej góry Szwecji), o który wypytywałem w poprzedniej chatce. Podobnie jak chatkowy ze schroniska Alesjaure, także jego odpowiednik z Salki odradzał nam wyjście na szczyt z doliny Tjaktjavagge, widząc nasze kilkunastokilowe plecaki. Szlak prowadzący stąd na najwyższą górę Szwecji jest ledwo widoczny na mapach, a relacji z jego przejścia jest niewiele. Do tego musielibyśmy wspinać się z całym bagażem na szczyt lub biwakować dwa dni w Singi.

Turysta z psem w dolinie Tjaktjavagge
Skupienie „husky” na obiektywie

Pod samym szczytem są dwa schrony, w których w razie potrzeby można byłoby przenocować. Jednak pokonana przez nas trasa dała nam się już mocno we znaki, dlatego chcemy oszczędzić sobie dodatkowego wysiłku. Nie widzę potrzeby pokonywania z całym ekwipunkiem mało popularnego szlaku, tylko po to, by oszczędzić sobie mozolnego i trudnego wejścia na szczyt ze schroniska pod Giebnegáisi. Będąc tam, będziemy przecież mogli zostawić w nim nasze ciężkie plecaki. Kończąc swoje przemyślenia, dochodzimy do schronu w dolinie Tjaktjavagge.

Schron Kuoperjakka w dolinie Tjaktjavagge bardzo przypomina te odwiedzane przez nas poprzednio na trasie. Zbudowany jest głównie z drewna, posiada solidnie wykonane metalowe drzwi, do których prowadzi kilka schodków. W środku jest niewielkie pomieszczenie w kształcie kwadratu, o wymiarach maksymalnie kilku metrów. Kurtki można zostawić na jednym z haczyków w korytarzu, stanowiącym przedsionek głównej sali. Przy samym oknie znajduje się stół wraz z ławkami wokół niego. Obok schronu znajduje się toaleta i drewutnia.

Toaleta i drewutnia obok schronu Kuoperjakka w dolinie Tjaktjavagge
Toaleta i drewutnia obok schronu Kuoperjakka

Na stół wyjmujemy nasz prowiant i przygotowujemy obiad. Podczas gdy nasz posiłek dochodzi na wolnym ogniu, wychodzimy na zewnątrz, gdzie z Tjaktjavagge nasycamy się widokiem przepięknej tęczy w dolinie Guobirjavrrit. Tutejsza przestrzeń jest urzekająca. W jednej chwili gdzieś daleko na horyzoncie może padać deszcz, by następnie ustąpić pola słońcu, tworząc niepowtarzalny duet artystów. Tęcza jest owocem tego niezwykłego kunsztu tych dwóch sił natury, które odzwierciedlają swoje piękno w tej niesamowitej palecie barw.

Tęcza w dolinie Guobirjavrrit, przylegającej do doliny Tjaktjavagge
Kolejna nieziemska tęcza na szlaku Kungsleden

Ile może trwać wejście na Giebnegáisi, a szlak Durlings Led

W schronie spotykamy grupę dziewczyn, grających w karty przy stoliku, które okazują się Niderlandkami, od których dowiadujemy się, że ich wejście na Giebnegáisi trwało aż 14 godzin! Gdy my próbowaliśmy przetrwać wczorajszy poranek na przełęczy oraz trasę do schroniska, one w tym czasie zdobyły najwyższy szczyt Szwecji. Zdobycie jej w takich warunkach robi na nas wrażenie, ale też przeraża nas czas, w jakim to osiągnęły. Dziewczyny idą doliną Tjaktjavagge w przeciwną stronę niż my, więc dopytujemy je również o szczegóły wędrówki ze schroniska Singi.

Częstujemy je naszymi czekoladami, wymieniamy kilka uprzejmości i życzymy sobie powodzenia na dalszą drogę. Nam została do pokonania mniej niż połowa dzisiejszej trasy, więc idziemy dalej, wciąż poruszając się w nieśpiesznym tempie. Zostawiamy za sobą dolinę Tjaktjavagge, opromienioną panującym dziś na niebie słońcem. Przed nami rozpościera się piękny widok na kolejne szczyty, wśród których wypatrujemy północnego wierzchołka Giebnegáisi oraz reniferów, ponieważ w całej dolinie prowadzona jest ich hodowla.

Trekking doliną Tjaktjavagge
Gorące dyskusje w polarnym klimacie

Po drodze przechodzimy przez skrzyżowanie naszej trasy ze szlakiem Durlingsled, prowadzącym z doliny Tjaktjavagge na Giebnegáisi. Nazwa szlaku pochodzi od szwedzkiego fizjoterapeuty G. Durlinga, który zorganizował nim wyprawę na szczyt w 1895 roku. Zgodnie z naszą decyzją o rezygnacji z wychodzenia na górę tym szlakiem, idziemy dalej do schroniska Singi. Do celu pozostało nam jedynie przejście lekko stromego zejścia w kierunku rzeki Tjaktjajakka i lapońskiej osady Kartjevuolle z namiotami Samów oraz zagrodami hodowanych przez nich reniferów.

Dolina Tjaktjavagge
Krajobraz jak z Władcy Pierścieni – lecąc przez Śródziemie

Po jej drugiej stronie doliny Tjaktjavagge, odkrywa przed nami swe oblicze dolina Neasketvaggi z górą Madir, do której prowadzi jeden ze szlaków ze schroniska Singi. Nie mamy jednak w planach wędrówki poza głównym szlakiem, ale będąc tutaj, na pewno dobrze byłoby poświęcić jeden dzień na eksplorację tej doliny. Zostając na lewym brzegu rzeki, przed nami odsłania się schronisko Singi, z którego można iść dalej na południe w kierunku dolin Vakkotavare i Saltoluokta lub w kierunku zachodnim na Hukejaure.

Widok na dolinę Tjaktjavagge i schronisko Singi
Doliny Ladtjovagge i Tjaktjavagge

Singi, schronisko między dolinami Tjaktjavagge i Ladtjovagge

Schronisko Singi położone jest w samym środku przecinających się dolin Tjaktjavagge i Ladtjovagge. W schronisku wita nas chatkowa i pomagająca jej kobieta, której gospodyni przekazuje moje pytanie o szlak biegnący z Singi na Giebnegáisi. Słyszę te samą odpowiedź co wcześniej: „Z takimi ciężarami, jakie nosicie, to lepiej sobie darujcie„. Z uwagi na pogarszającą się pogodę pośpiesznie, rozbijamy się przy jednym z dopływów rzeki Tjaktjajakka, gdzie odganiamy od siebie uciążliwe komary, nerwowo machając przy tym rękoma.

Schronisko Singi w dolinie Tjaktjavagge
Schronisko w Singi
Biwak w schronisku Singi w dolinie Tjaktjavagge
Biwak w Singi, w tle wejście do doliny Neasketvaggi

W tych warunkach umycie się w jednym z potoków doliny Tjaktjavagge, nie będzie wcale takie łatwe. Cała kąpiel to istny wyścig z czasem, żeby nie dać się pokąsać tym małym bestiom. Macham przy tym ręcznikiem, posługując się nim niczym nunczako, a do tego skaczę z jednej nogi na drugą, jakby podłoże stanowił dla mnie stos rozżarzonych kamieni. Wszystko po to, by odgonić je na bezpieczną odległość od mojej skóry. Na twarz zakładam oczywiście moskitierę, która w tym momencie okazuje się niezbędną częścią mojego bagażu.

Rzeka Tjaktjajakka w dolinie Tjaktjavagge
Strumień płynący obok schroniska

Wieczorem mieliśmy jeszcze w planach rozpalenie ogniska, jednak po krótkiej drzemce zaczęło padać. Cały trekking dał nam mocno w kość, więc mimo to, że przez większość trasy doliną Tjaktjavagge pogoda nam dopisywała, to i tak jesteśmy potężnie zmęczeni. Singi to ostatnie schronisko na zaplanowanej przez nas trasie głównym szlakiem Kungsleden. Jutro odbijamy na wschód w kierunku schroniska Kebnekaise. Przed nami ostatnia noc na Szlaku Królewskim w szwedzkiej Laponii. Mamy nadzieję, że nie ostatnia na tym szlaku w naszym podróżniczym życiu.

Dolina Tjaktjavagge
Koniec części 6!

Zobacz inne nasze wyprawy:

Lofoty – Jak dojechać i co zobaczyć w 4 dni

Rumunia – co warto zobaczyć w 2 tygodnie, jadąc samochodem z Polski?

Podobne wpisy