Timisoara – atrakcje stolicy rumuńskiego Banatu. Co warto zobaczyć?
Gdzie jest Timisoara? Niedoszła kwarantanna rumuńskiego miasta
Timisoara, stolica rumuńskiego Banatu, leży w zachodniej części Rumunii. Tak daleko na zachód podczas naszej rumuńskiej przygody jeszcze nie byliśmy. Do miasta docieramy bardzo późno, ponieważ wyruszyliśmy, jadąc tu prosto z Retezatów. W samym mieście czuć bliskość granicy z Serbią, co widać po samochodach stojących na parkingu przed hostelem, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg.
Niestety, rzekomy hostel okazał się jednym z wielu miejsc „widmo” widniejących na bookingu. Po przysłowiowym pocałowaniu klamki kierujemy się bliżej centrum, rezerwując pokój w dużo bezpieczniejszej dzielnicy. Wjeżdżając na zamknięty parking, mamy nadzieję jak najszybciej zameldować się i skorzystać z wieczornych uroków miasta, ruszając na kluby.
Tym większe było nasze rozczarowanie, gdy usłyszeliśmy od właścicieli budynku, że w mieście została wprowadzona godzina policyjna, wskutek wzrostu zachorowań na wiadomo jaką epidemię. To było jeszcze dla nas do przełknięcia. Jednak całkowicie spanikowaliśmy, gdy właścicielka łamanym angielskim przekazała nam informację o całkowitym zamknięciu miasta i poddanie go kwarantannie!
Po usłyszeniu informacji, że od jutra żaden samochód nie wyjedzie poza rogatki miasta, byłem gotowy mimo późnej pory spakować się i jechać w kierunku Oradei. Po szybkim przeczesaniu internetu w poszukiwaniu oficjalnych informacji okazało się, że nasza gospodyni jedynie w przypadku godziny policyjnej miała rację. Uff… oddychamy z ulgą, ale rezygnujemy z wyjścia do centrum Timisoary.
Mimo tej całej groteskowej sytuacji doceniamy fakt, że w końcu, pod 2 tygodniach ciągłego spania pod namiotem, możemy się położyć w wygodnym i ciepłym łóżku. Z braku dostępu do kuchni w budynku, urządzamy sobie wieczór z rumuńską telewizją, gotując jednocześnie coś na ząb. Przez chwilę zapominając czy uda nam się jednak bez problemu wyjechać z Timisoary.

Plac Unii w Timisoarze – najstarszy plac „Małego Wiednia”
Nazajutrz naszym pierwszym celem podczas zwiedzania Timisoary zostaje Plac Unii (Piața Unirii), nazwany tak na cześć rumuńskich wojsk wkraczających tutaj w 1919 roku, finalizujących w ten sposób włączenie części Banatu do Rumunii. Jest najstarszym placem miasta, nieprzypadkowo nazwanego „Małym Wiedniem”, a sam barokowy styl placu to właśnie pozostałość po Cesarstwie Austro-Węgier.

Na ogromnym, wielkości co najmniej boiska piłkarskiego placu dominuje zieleń, dzięki czemu prezentuje się on naprawdę okazale! Oczywiście główną atrakcją placu są obiekty sakralne z XVIII w. – Serbski Kościół Prawosławny, katolicka Katedra św. Jerzego, czy stojąca w centrum figura Świętej Trójcy, nazywana Kolumną Zarazy, upamiętniająca ówcześnie szalejącą w mieście epidemię dżumy.

Spacerując już w czasach trwania zupełnie innej pandemii, mijamy fasady urokliwych kamienic, okalających plac dookoła. W jego zachodniej części działa kawiarnia, gdzie można usiąść na filiżankę „małej czarnej” i kontemplować widok na cerkiew oraz sąsiadujący z nim Pałac Biskupów. Stanowi on centrum kulturalne dla serbskich wyznawców prawosławia w Timisoarze.
Skąd w Banacie Serbowie? Generalnie region zamieszkały był od zawsze przez wiele narodowości – Rumunów, Serbów, Niemców i Węgrów. W czasach Monarchii Austro-Węgier administracyjnie należał do Królestwa Węgier. Po I wojnie światowej zaś i krótkotrwałym istnieniu Republiki Banackiej region został podzielony pomiędzy Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców, Rumunię oraz Węgry.
Przechodząc przez Plac Wolności, natrafiamy na budynek kasyna wojskowego w Timisoarze. Na jego piętrze znajduje się sala balowa, w której urządzano huczne bale oficerskie. To tutaj proklamowano Republikę Banacką. Przed budynkiem stoi popiersie ostatniego króla Daków – Decebalusa, walczącego o przetrwanie z Cesarstwem Rzymskim. W Rumunii uważany jest on za bohatera narodowego.

Monumentalny Sobór Trzech Świętych Hierarchów w Timisoarze
Cerkiew prawosławna w postaci Soboru Trzech Świętych Hierarchów to kolejne miejsce w Timisoarze, które koniecznie trzeba zobaczyć! Ogromna świątynia, wybudowana w iście bizantyjskim stylu z elementami mołdawskiej architektury, na pierwszy rzut oka nie przypomina klasycznych cerkwi. Bliżej jej do tradycyjnych mołdawskich klasztorów, zwanych monastyrami, stąd zielone poszycie dachu.
Nazwa świątyni nawiązuje do jej patronów, którymi są św. Jan Chryzostom, św. Bazyli i św. Grzegorz Teolog. Jest stosunkowo „młodą” świątynią, gdyż budowę rozpoczęto w 1936 roku, a poświęcenie nastąpiło w 1946. Posiada kilkanaście wież, z których najwyższa, kopuła Pantokratora (Wszechomogącego), ma trochę ponad 80 metrów, a łącznie z krzyżem – ponad 90.

O ile z zewnątrz świątynia nie ma charakteru typowej cerkwi prawosławnej, o tyle jej wnętrze przyćmiewa nas prawdziwie bizantyjskim bogactwem. Nie dziwimy się zatem opiniom, że cerkiew jest prawdziwą perełką architektoniczną miasta. Jest także jego największą budowlą sakralną. Jej położenie przy Placu Zwycięstwa, czyni ją jednym z głównych punktów turystycznych Timisoary.

W 1989 roku tu, na Placu Zwycięstwa (ówcześnie Placu Opery) Timisoara została ogłoszona pierwszym rumuńskim miastem wolnym od komunizmu. To tutaj stoi również replika „Wilczycy kapitolińskiej”, przekazana przez Rzym w 1926 roku. Po zwróceniu się Rumunii przeciwko państwom Osi i poparciu przez Wochy węgierskich roszczeń terytorialnych w Siedmiogrodzie została tymczasowo usunięta.

Park „Antona Scudiera”, Aleja Osobowości i węgierski festyn
Nieopodal cerkwi znajduje się park imienia Antona Scudiera, byłego komendanta Banatu. Tam znajdujemy chwilę wytchnienia po przytłaczającym pobycie w świątyni, relaksując się na jednej z ławek. Po dłuższej chwili odpoczynku naszą uwagę przykuwają popiersia ustawione w dwóch rzędach przy głównych alejach parku. Jedno popiersie dosłownie rozśmiesza nas do łez.

Przedstawia ono mocno „przerysowaną” formę odzwierciedlenia rumuńskiego poety Virgila Birou. Oczywiście nic nie mamy przeciwko byłemu prezesowi Towarzystwa Rumuńskich Pisarzy, jednak sama postać przedstawiona na rzeźbie autorstwa Romulusa Ladei wydaje nam mocno komiczna. Aleja składa się z 24 rzeźb, w tym Karola Roberta z Anjou, który tymczasowo przeniósł tutaj stolicę Węgier.

Założyciel znanej nam z polskiej historii dynastii Andegawenów to nie jedyny węgierski ślad w Timisoarze. Podczas naszego pobytu odbywa się tutaj także festiwal kultury węgierskiej. Co rusz mijamy kramy i stoiska wypełnione tradycyjnymi węgierskimi towarami, wśród których widzimy beczki legendarnego madziarskiego wina oraz smażone na głębokim tłuszczu przepyszne langosze.

W parku znajduje się jeszcze wykonany z marmuru pomnik Żołnierza Rumuńskiego. Mimo że został postawiony jeszcze przez komunistów, przetrwał rewolucyjny zamęt i po modyfikacji widniejącego na nim napisu, pozostał w dotychczasowym miejscu. Wracając z parku, trafiamy ponownie na Plac Zwycięstwa, przed budynek Rumuńskiej Opery Narodowej, który był w trakcie remontu.

To z balkonu Opery Narodowej 20 grudnia 1989 roku ogłoszono koniec komunizmu, co doprowadziło najpierw do zamieszek w mieście, a później do obalenia władzy komunistycznej i śmierci dyktatora Ceausescu. Dzisiaj w tym samym miejscu widzimy główną scenę festiwalu mniejszości węgierskiej. Tak oto w tych końcowych dniach naszej rumuńskiej przygody znaleźliśmy się w mieście wielu narodów.
Wcześniej przez lata miasto było kolejno pod panowaniem węgierskim, tureckim, austro-węgierskim, a w końcu rumuńskim. Timisoara to także pierwsze miasto w Rumunii, a drugie po Nowym Jorku, które uruchomiło elektryczne oświetlenie na ulicach. Nazywane jest Miastem Róż. Dziś chcąc podsumować Rumunię, lepiej to zrobi za nas zdecydowanie Timisoara. Teraz ponownie Oradea, a później Polska.

Zobacz inne nasze wyprawy:

