Abisko – północna Szwecja z Polski z przystankiem w norweskim Narwiku
- Gdańsk–Narwik, czyli początek podróży do Abisko w Szwecji
- Narwik przystankiem na drodze do północnej Szwecji
- Jak dotrzeć z Narwiku do Abisko Linią Rudy Żelaza?
- Gdzie leży schronisko Abisko i jak kupić karty STF?
- Początek Szlaku Królewskiego na północy Szwecji
- Pierwszy biwak na trasie trekkingu za schroniskiem Abisko
Gdańsk–Narwik, czyli początek podróży do Abisko w Szwecji
Do Abisko w Szwecji docieramy z Gdańska przez norweski Narwik, a właściwie port w gminie Evenes pomiędzy miastami Narwik i Harstad. Jednym z celów naszej podróży jest trwający kilka dni trekking na około 100-kilometrowym odcinku Szlaku Królewskiego, znajdujący się w szwedzkiej Laponii. Chcemy też wejść na Kebnekaise, czyli mierzący 2097 metrów najwyższy szczyt Szwecji, znajdujący się w Górach Skandynawskich, zaraz obok głównej trasy Szlaku Królewskiego. Po trekkingu planujemy jeszcze spędzić kilka dni w północnej Norwegii.
Abisko stanowi początek Szlaku Królewskiego – trasy trekkingowej o łącznej długości 440 km, licząc do końcowego punktu w Hemavan. Szlak został wyznaczony w XX wieku przez Szwedzki Związek Turystyczny – Svenska Turistforeningen (STF), który powstał w 1885 z inicjatywy studentów geologii, w celu ułatwienia dostępu do gór. Nie zakładamy jednak przejścia całego szlaku, a skupiamy się na jego najpopularniejszej części, czyli na odcinku pomiędzy Abisko, a Nikkaluoaktą.
Za dwa bilety do Narwiku z możliwością przewiezienia jednej sztuki bagażu rejestrowanego płacimy około 800 złotych. Do torby spakowaliśmy większość naszych rzeczy, a resztę upchaliśmy w bagażach podręcznych. Jeżeli chodzi o jedzenie, to wzięliśmy mocno urozmaicony repertuar – makaron, sosy, chleb, ciastka, musli, suszone owoce, słodycze, orzechy, mleko w proszku, kaszotto, energetyczne batony itp. Z ubrań zabraliśmy praktycznie wyłącznie ciepłe i przeciwdeszczowe rzeczy.
Sam zabrałem m.in. bieliznę termoaktywną, polar, sweter i skarpety z wełny, czapkę, szalik, komin, buty i koszulki trekkingowe, dwie pary spodni (ortalionową na deszcz oraz trekkingową), kurtkę przeciwdeszczową i poncho. Z wyposażenia mamy przede wszystkim kuchenkę turystyczną oraz raczki. Do tego kupiliśmy sprej Mugga oraz moskitierę, bo w sezonie letnim w Laponii jest sporo komarów, które potrafią uprzykrzyć wędrówkę nawet najlepszym piechurom.
Narwik przystankiem na drodze do północnej Szwecji
W drodze do Abisko lądujemy na lotnisku Harstad/Narvik, który wita nas chłodnym klimatem i zachmurzonym niebem. Po odbiorze naszych bagażów przepakowujemy rzeczy do plecaków. Na zewnątrz przechodzi straszna ulewa, więc decydujemy się na przejazd autobusem do miasta (lotnisko jest położone około 45 kilometrów na zachód od centrum). Cena nie jest mała – 600 szwedzkich koron. Zdecydowanie lepiej pojechać miejskim transportem, który jest sporo tańszy, ale tę informację znaleźliśmy, będąc już w autobusie. Można też próbować łapać stopa.
Z lotniska dojeżdżamy na dworzec autobusowy przy galerii w Narwiku, w której znajdujemy sklep Intersport. Kupujemy brakującą butlę z gazem do kuchenki (w samolocie jest zakaz przewożenia materiałów łatwopalnych) i ruszamy w kierunku dworca kolejowego, po drodze przechodząc plac przed tutejszym ratuszem. Przed budynkiem stoi wielki słup z drogowskazami, wskazującymi odległości do różnych miejsc, w tym Warszawy, do której mamy stąd ponad 2300 km.

Przed budynkiem Rady Miejskiej Narwiku znajduje się również rzeźba w postaci leżącego dziecka podpisana słowami „Pokój jest obietnicą przyszłości„. Została tutaj umieszczona 6 sierpnia 2006 roku, dokładnie w 61 rocznicę zrzucenia przez Stany Zjednoczone bomby atomowej na Hiroszimę.

Jak dotrzeć z Narwiku do Abisko Linią Rudy Żelaza?
Do Abisko z Narwiku najlepiej dotrzeć koleją Linią Rudy Żelaza. W tę trasę można wyruszyć tak zwanym Pociągiem Arktycznym, który zabierze nas malowniczą trasą do szwedzkiej Kiruny. Podróż w dwie strony kosztuje 520 koron. Połączenie stanowi najwyżej położoną na północ linią kolejową na świecie, a sam dworzec w Narwiku jest najdalej na północ wysuniętym w Norwegii. Na tablicy odjazdów znajdujemy nasz pociąg, co prawda nie arktyczny, ale też jadący do Abisko. Kupujemy na niego bilety za około 200 koron.
Pociąg podjeżdża punktualnie, z zewnątrz wyglądając jak zwykła towarówka, natomiast w środku prezentując się całkiem solidnie. Przechodząc na tył pociągu, robi na nas wrażenie prędkość jazdy oraz znikające za nami długie tunele i kanciaste zbocza, ledwo widoczne w mglistej poświacie. Z boku widzimy majestatycznie wyglądające góry Norwegii. Moja dziewczyna Kasia jest zauroczona, ale wzrusza się dopiero na widok łosia, schodzącego w kierunku Ofotfjorden, zwanego „fiordem Narviku”. Po półtorej godziny jazdy z Narwiku docieramy do Abisko.

Gdzie leży schronisko Abisko i jak kupić karty STF?
Schronisko Abisko leży nad jeziorem Tornetrask, przy granicy z Norwegią, którą przekroczyliśmy w Riksgränsen. Razem z Anią, którą poznaliśmy jeszcze na dworcu kolejowym w Narwiku, kierujemy się do recepcji, gdzie kupujemy karty STF. Pozwalają korzystać z rabatów w schroniskach zrzeszonych w podobnych stowarzyszeniach w kilku skandynawskich krajach (Norwegia, Szwecja, Islandia). Wszystkie schroniska na Szlaku Królewskim również honorują tę kartę. Jej koszt to 345 koron dla osób powyżej 26 roku życia i 195 koron poniżej tego wieku.
Aby ją kupić, wystarczy wypełnić jednostronicowy formularz, po czym otrzymujemy tymczasową kartę, a właściwa przychodzi pocztą po kilku tygodniach (można ją także założyć online). Samo schronisko Abisko jest spore, posiada 100 pokoi i ponad 100 łóżek. Jest też możliwość skorzystania z sauny. Mając namioty, nie korzystamy z noclegu, więc po zakupie kart wychodzimy z recepcji. Przed schroniskiem robimy obiad na naszej kuchence – na ruszt wpada makaron vermicelli z czerwoną fasolą i sosem z puszki. Prawdziwa wyżera po tak długiej podróży.

początek Szlaku Królewskiego na północy Szwecji
Wychodząc na ze schroniska Abisko na szlak, przechodzimy przez imponującą bramę, na której zaznaczone są poszczególne etapy całej trasy. Stanowi ją wąski tunel wykonany z brzozowych desek i palów opartych o nie, przypominający mury obronne średniowiecznej osady w Biskupinie.
Następnie idziemy pod mostem obok schroniska Abisko, oglądając przepięknie namalowane zwierzęta na ścianach. Słuchamy przy tym himalajskich dźwięków, pochodzących z głośników zamontowanych bezpośrednio pod mostem. Robi to na nas niesamowite wrażenie.

Kasia po raz kolejny się wzrusza, gdyż jej marzeniem było tutaj przyjechać, odkąd ten pomysł zaświtał w jej głowie, po przeczytaniu relacji z wyprawy na blogu. Teraz idzie wymarzonym szlakiem, mijając po swojej prawej stronie nurt rzeki Abiskojokk, wpływającej do jeziora zaraz za schroniskiem Abisko.

Pierwszy biwak na trasie trekkingu za schroniskiem Abisko
Pierwszym naszym biwakiem za schroniskiem Abisko jest kemping na terenie Parku Narodowego, założonego w 1909 roku i jednego z najstarszych w Europie. W drodze do niego mijamy głaz z wyrytą sentencją w języku staronorweskim. Na naszej trasie będzie ich w sumie siedem. Poświęcone są postaci Daga Hammarskjolda, który był przez siedem lat sekretarzem generalnym ONZ (1953-61). Po śmierci dyplomaty w jego nowojorskim mieszkaniu znaleziono rękopis „Drogowskazów„, z którego pochodzącą wszystkie z napisów na kamieniach.

W książce Anny Siwek pt. „Moja przygoda z Kungsleden„ znajdują się ich polskie tłumaczenia oraz interpretacje, z których można się dowiedzieć, że mają filozoficzne przesłania. Pierwsza z sentencji brzmi: „Najdalsza podróż to podróż w głąb siebie samego„. Na naszej trasie pojawiają się również pierwsze drewniane kładki, tak charakterystyczne dla tego szlaku. Przechodzimy nimi małe wodne przeszkody, a większe pokonujemy za pomocą solidnie wykonanych wiszących mostów. Wokół szlaku rośnie mnóstwo małych brzóz, które tworzą leśną scenerię trasy.
Ciemne chmury gromadzą się na deszcz, więc ubieramy worki na plecaki. Wyżej w górach widać już płaty śniegu, a my czujemy, że jest zdecydowanie chłodniej niż w Narwiku. Idąc ścieżką, widzimy szerokie koryto rzeki. Jest tak krystalicznie czysta, że można dostrzec jej dno, lśniące zielenią, w którym odbijają się promienie słońca. Meandruje pośród krajobrazu, przypominającego późną jesień albo kadr z popularnego w latach 90 serialu Przystanek Alaska. I coś rzeczywiście z tej Alaski tutaj jest – dzikość natury i jej charakterystyczny klimat.

Po około 4 kilometrach drogi dochodzimy do kempingu z ławkami, paleniskiem, grillem, drewutnią, wiatą i toaletą. Jest to jedyny kemping położony w Parku Narodowym, w którym można się rozbić na dziko. W zagajniku stawiamy namiot obok kilku innych, mimo że teren jest nierówny i pokryty korzeniami. Wyciągamy nasze świeżo zakupione maty z Decathlonu. Obie były na spodzie torby, przez co zrobiły się nich małe dziurki podczas transportu. Na szczęście mamy po jednej łacie na każdą z nich, co pozwala nam je dosyć szybko doprowadzić do użyteczności.
Decydujemy się na szybką kąpiel w lodowatej wodzie, po czym rozpalamy grilla, na którym robimy zapiekanki z szynką oraz serem. Dosiada się do nas para Finów z miejscowości Oula. Dziewczyna jest zdecydowanie bardziej rozmowna, więc dzięki niej nawiązujemy kontakt. W krótkiej rozmowie dowiadujemy się, że od czasu do czasu lubią po prostu wsiąść w samochód i pojechać w takie tereny jak ten, aby pobyć z naturą, a do tego lubią Szwecję. W szkole uczą się szwedzkiego i jest to drugi język oficjalny w Finlandii.
Rozmowa szybko schodzi na inne tematy – rozmawiamy o górach, mieszkańcach Laponii, czyli Samach, a nawet o lapońskich szamanach, o których czytałem w świetnej książce Adama i Marty Biernat „Laponia. Wszystkie imiona śniegu„. Po kolacji żegnamy naszych rozmówców i idziemy do namiotu. Jesteśmy zmęczeni podróżą, trekkingiem i brakiem snu. W końcu przez ostatnie dwie noce spaliśmy łącznie może 7 godzin. Jutro przed nami 12 kilometrów drogi, więc postanawiamy spać do oporu, aby wypoczęci kontynuować dalszą eksplorację Parku Narodowego w Abisko.

Zobacz inne nasze wyprawy:
Lofoty – Jak dojechać i co zobaczyć w 4 dni
Rumunia – co warto zobaczyć w 2 tygodnie, jadąc samochodem z Polski?

