Siedmiogród w pigułce, czyli Braszów i jego atrakcje
Wulkany błotne – Rumunia, Siedmiogród i geologiczna atrakcja
Opuszczamy Sulinę i wracamy promem do Tulczy, skąd ruszamy autem na zachód Rumunii. Naszym kolejnym celem jest Siedmiogród, a konkretnie jego stolica – Braszów. Po drodze do Braszowa chcemy jeszcze zobaczyć wulkany błotne w Berce. Zanim jednak miniemy granicę Siedmiogrodu, musimy wyjechać z Wołoszczyzny, której pożółkłe pola przypominają mi amerykańską Arizonę ze świetnego filmu Kusturicy Arizona Dream. Ciągnąca się kilkadziesiąt kilometrów trasa przywodzi mi na myśl także fragmenty Route 66 – drogi pomiędzy wschodnim a zachodnim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych. W trakcie jazdy można więc poczuć się jak w prawdziwym filmie drogi.

Po dotarciu do miejscowości Gałacz przeprawiamy się promem przez Dunaj, co trwa dosyć długo, ale szczęśliwie udaje nam się dostać na jego prawy brzeg. Po kilku godzinach dojeżdżamy do regionu Buzau, gdzie znajdują się interesujące nas wulkany błotne. We wsi Berka położone są największe tego typu wypływy błota i wyziewy gazu w Europie. Przed dotarciem na miejsce musimy jeszcze pokonać drogę biegnącą przez kilka wsi. W jednej z nich po lewej stronie drogi zauważam chłopca rzucającego coś na drogę, który następnie ucieka w stronę domostw. Nagle słyszę nieprzyjemne dla uszu kierowcy stukanie i złowrogie ściąganie samochodu w prawą stronę, więc stajemy na poboczu.
Niestety, ponownie nie mamy szczęścia do tutejszych dróg, bo po naszej przygodzie z kołem w trakcie zjazdu z Trasy Transfogarskiej, ta sama opona zostaje przebita szpikulcem długości kilkunastu centymetrów(!). Tym razem jednak to nie był mój błąd, a „szatańska zabawa” jednego z dzieciaków z tutejszych wsi. Po pierwszej, bezradnej reakcji i złości udaje mi się ochłonąć i na zimno wyjmuję szpikulec z gumy. Grubość jej bieżnika po wymianie opony jest na tyle duża, że dzięki niej nie musimy ponownie wymieniać koła. Wracamy do auta i podążamy dalej pod górkę, gdzie po kilkuset metrach podjazd robi się kamienisty i coraz bardziej nieprzejezdny. Mamy tylko nadzieję, że wulkany błotne okażą się warte takich „przygód”.

Ostatnie kilkadziesiąt metrów przemierzamy pieszo, dochodząc do wulkanów błotnych po kilku minutach. Na górze wita nas krajobraz iście księżycowy albo nawet marsjański, jakby porośnięty małymi, kilku metrowymi stożkami, wśród których najwyższy osiąga 15 metrów. Ponad 60 wypływów i wyziewów, które składają się na wulkany błotne w Berce, po raz pierwszy zostały opisane pod koniec XIX w., a od początku lat dwudziestych XX w. tereny te są rezerwatem przyrody. Spacer po takim kosmicznym, dosłownie i w przenośni terenie, pozwala nam na chwilę zapomnieć o myśli, czy nasza przebita opona wytrzyma wyjazd z tego miejsca.



Siedmiogród – historyczna kraina ze stolicą w Braszowie
Po powrocie do auta odjeżdżamy z Berki do Braszowa, przemierzając Siedmiogród. Jadąc drogą krajową nr 10, która prowadzi m.in. wzdłuż przepięknie położonego jeziora Siriu, po pokonaniu kilku widokowych serpentyn, zjeżdżamy na ogromne wypłaszczenie terenu na Wyżynie Siedmiogrodzkiej, gdzie docieramy w końcu do doliny, w której położony jest Braszów. Na noc zatrzymujemy się na kempingu Honigberg, położonym na ciekawym terenie, oddalonym od centrum Braszowa o ok. 10 km, a mianowicie byłej twierdzy o Herman założonej jeszcze przez Krzyżaków. W XIII wieku węgierski król Bela postanowił ich wypędzić i zastąpić zakonem cystersów.

Na jej terenie położony jest obecnie kościół ewangelicki, w którym znajduje się recepcja kempingu. Jest jednak tak późno, że po skontaktowaniu się telefonicznie z obsługą dostajemy informację, aby wjechać główną bramą, a wszelkie formalności załatwimy następnego dnia. Sam kemping jest na tyle specyficzny, że czujemy się w nim, jakbyśmy byli na terenie klasztoru. Na wyposażeniu kempingu jest pralnia, gdzie po kilku dniach objazdówki po Rumunii możemy wreszcie wyprać nasze rzeczy. W tejże pralni przykuwa mój wzrok mapa Królewca, niegdyś stolicy Prus Książęcych, w którym koronowano kolejnych władców Królestwa Prus. Sam Siedmiogród zaś jest zasiedlony w dużej części przez Sasów.
W średniowiecznym Królestwie Węgier, które obejmowało również ziemię siedmiogrodzką, wszystkich Niemców przybyłych na te tereny określano mianem Sasów siedmiogrodzkich. Pochodzili oni głównie z zachodnich Niemiec oraz krajów Beneluksu, ale po II wojnie światowej duża część z nich powróciła do Republiki Federalnej Niemiec. Siedmiogród to również teren zamieszkania znacznej mniejszości węgierskiej, mieszkającej w dzisiejszej Rumunii. Tzw. Szeklerzy to populacja licząca w całym Siedmiogrodzie ok. 1,2 mln mieszkańców, dlatego też od lat walczy o znaczne poszerzenie swoich praw łącznie z autonomią w ramach rumuńskiego państwa.
Nazwa Siedmiogród pochodzi od niemieckiego słowa Siebenbürgen (siedem warowni), oznaczjącego siedem miast, w których osiedlili się niemieccy koloniści, w tym Kronstadt, czyli Braszów. Nie jest on jednak największym miastem Siedmiogrodu, ponieważ licząc ok. 250 tys. mieszkańców, ustępuje o 80 tys. Kluż-Napoce. Również Alba Iulia, w której byliśmy wcześniej, jest jednym z miast siedmiogrodzkich. Nas urzeka w Siedmiogrodzie przede wszystkim jego górska charakterystyka oraz rozległe płaskowyże i faliste doliny. Klimat jest jednak dosyć surowy, o czym daje nam znać noc spędzona na kempingu, która była jedną z najzimniejszych podczas całego pobytu w Rumunii.

Braszów, czyli perła turystyczna na mapie Siedmiogrodu
Mimo że Braszów nie jest największym miastem Siedmiogrodu, to jest ważnym ośrodkiem turystycznym. Naszą wycieczkę po mieście rozpoczynamy od Starego Miasta i Plac Rady, czyli Piața Sfatului, który tworzy rozległy plac wraz z położonym centralnie ratuszem miejskim (Casa Sfatului), którego budynek sięga początków XV w. Wtedy też Stare Miasto otoczono murami, tworząc Cytadelę Braszowską w odpowiedzi na ówczesne coraz częstsze najazdy turecko-tatarskie. Będąc na Starym Mieście, od razu rzuca się w oczy niesamowita architektura zabudowań budynków, znajdujących się w Cytadeli Baszowskiej, które wyróżniają się przede wszystkim spiczastymi czerwonymi dachami.


Z Placu Rady kierujemy się w kierunku jednego z najbardziej znanych miejsc, z którego Braszów słynie, czyli Czarnego Kościoła (Biserica Neagră). Zbudowana w stylu późnego budowla jest największym kościołem gotyckim w Rumunii. Jego ciemny kolor jest wynikiem pożaru, który nawiedził kościół pod koniec XVII w., a nowa nazwa przyjęła się dopiero na przełomie XIX i XX w. Przed kościołem stoi pomnik Johannesa Honterusa, Sasa siedmiogrodzkiego, który znany był jako humanista, teolog i kartograf. W XVI w. wykładał nawet na naszym Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie był nauczycielem córki króla Zygmunta Starego.


Przechadzając się kolejnymi uliczkami, Braszów urzeka nas pięknymi klasykami motoryzacji, ale to, co najlepsze widzimy wysoko nad miastem. Tam na wzgórzu Tampa mierzącym ok. 960 m n.p.m. znajduje się taras, z którego rozciąga się przepiękny widok na całe miasto, znajdujące się 400 m niżej, a przy dobrej pogodzie – całego Burzenlandu, czyli południowo-wschodniego Siedmiogrodu. Można się tam dostać kolejką gondolową w ok. 3 minuty, ale też ścieżkami prowadzącymi na górę. My wybieram opcję wjazdu kolejką, a następnie zejście w dół o własnych siłach. Elementem wyróżniającym szczyt jest na pewno biały napis „Brasov” w stylu tego z Hollywood.

Po zejściu z powrotem do miasta wybieramy się jeszcze pod bramę św. Katarzyny zbudowaną w stylu renesansowym, za której obronę był odpowiedzialny cech krawców. Po posiłku w jednej z tutejszych restauracji opuszczamy Braszów, zmierzając do wsi Bran położonej ok. 30 km od miasta. To tam znajduje się słynny średniowieczny zamek, rozsławiony przez powieść „Dracula” Brama Stokera, mimo że pierwowzór postaci, czyli Wlad Palownik, nigdy w nim nie mieszkał. Mimo to nie przeszkadza to w bardzo komercyjnym wykorzystaniu tego miejsca, więc szerokim łukiem omijamy tego typu „atrakcje”. O prawdziwym zamku wołoskiego Draculi już w następnym wpisie!

Zobacz inne nasze wyprawy:

