Bukareszt – co zobaczyć w stolicy Rumunii w jeden dzień?
Gdzie jest Bukareszt i jak do niego dojechać z Fogaraszy?
Poranek na kempingu The Story Garden w miasteczku Corbi wita nas piękną, bezchmurną pogodą, ale czujemy się też bardzo mocno zmęczeni. Wynika to zarówno z pokonanego przez nas wczoraj szlaku na Moldoveanu, jak i późniejszego biesiadowania przy palince i limoncello. Z klimatycznie wyglądającego kempingu wyjeżdżamy dopiero około południa, jadąc na Bukareszt i mając do stolicy Rumunii prawie 170 kilometrów.
Największe miasto Rumunii jest położne w południowo-wschodniej części kraju nad rzeką Dymbovicą (rum. Dâmbovița), niecałe 100 kilometrów na północ od granicy rumuńsko-bułgarskiej i 225 kilometrów na zachód od Morza Czarnego. To dość nietypowe położenie stolicy Rumunii wynika głównie z lokalizacji regionu, w jakim się znajdowała, a mianowicie Wołoszczyny.
Wołoszczyzna to kluczowy region dla państwa rumuńskiego z punktu widzenia historii. Gdy XVI wieku rządził w nim hospodar wołoski Michał Waleczny, zjednoczył on region z ówczesną Mołdawią, tworząc państwo rumuńskie, dzięki czemu jest uważany za pierwszego władcę Rumunii. Po latach zależności najpierw od Królestwa Węgier, a później od Turków Osmańskich, był on na tyle sprawnym władcą, że do dzisiaj jest on jedną z najznamienitszych postaci w rumuńskiej historii.
Bukareszt został stolicą prawie sto lat po tych wydarzeniach, a mianowicie w 1698 roku, kiedy to hospodar wołoski Konstantyn Brâncoveanu przeniósł się tutaj na stałe z Târgoviște. Wcześniej miasto przez wiele lat pełniło funkcję zimowej stolicy Wołoszczyny, jednakże ze względu na coraz większą rolę, jaką Bukareszt odgrywał w handlu, był on idealną lokalizacją na pełnoprawną stolicę rodzącego się państwa.
Stolica Rumunii jest dobrze skomunikowana z resztą kraju, ponieważ na samej obwodnicy miasta łączą się trzy główne autostrady Rumunii (A1, A2, A3). My zmierzając z naszego kempingu w Górach Fogaraskich, kierujemy się najpierw na Pitești drogą krajową nr 73, a później jedziemy autostradą A1. Jest to pierwsza autostrada, jaką jedziemy w Rumunii, więc wykorzystujemy swobodę w jeździe nieskomplikowaną trasą, podziwiając niekończące się złote pola kukurydzy, ciągnące się po obu stronach drogi.
Jaka jest stolica Rumunii na pierwszy rzut oka?
Do Bukaresztu dojeżdżamy około trzeciej po południu, więc nie mamy wiele czasu, aby zwiedzić największe miasto Rumunii. Decydujemy się na nocleg na kempingu położonym w południowo-wschodniej części miasta. Camping București Belvedere wita nas ogromnym polem namiotowym, na którym bez problemu możemy znaleźć miejsce. Decydujemy się rozbić blisko sanitariatów, po czym udajemy się od razu do pobliskiej restauracji Francesca.
Jesteśmy tak głodni, że zjedlibyśmy cokolwiek. Zapewne wczorajszy wysiłek, jak i wieczór z palinką mocno poturbowały nasze żołądki, więc zamawiamy po solidnej porcji obiadowej. De facto dopiero w stolicy kosztujemy pierwsze rumuńskie danie, a mianowicie prawdziwy rumuński gulasz. Z naszych talerzy znika w okamgnieniu, napełniając soczystym mięskiem nasze puste brzuszki, dzięki czemu nasz humor od razu się poprawia.
Z kempingu wyruszamy prosto na miasto, meandrując w między kolejnymi samochodami w ogromnym korku na głównej drodze biegnącej do centrum. Kierujemy się w stronę Piața Unirii, nazywany Placem Zjednoczenia, w którego pobliżu cudem znajdujemy bezpłatne miejsce parkingowe wśród gąszczu aut. Na placu znajduje się kilka okazałych fontann, które jednak postanawiamy ponowienie odwiedzić wieczorem, ponieważ w nocy prezentują się niezwykle pięknie.

Bukareszt okazuje się eklektyczną mieszkanką stylów architektonicznych – kosmopolityzmu i ekscentryczności XIX wieku, powojennego socrealizmu i neoklasycyzmu, oraz nowoczesnej architektury. Dla oczu jest to dosyć meczące połączenie, a samo miasto sprawia wrażenie ciężkiego i przytłaczającego. Idąc w kierunku centrum, mijamy budynek Tehnoimport – dzisiaj pełniący funkcję bloku, ale kiedyś był wzorowym reprezentantem modernizmu, w latach 30. XX wieku. Taka mieszanka czyni Bukareszt jednak jednym z brzydszych europejskich miast w jakich byłem.


Z jednej strony słusznie nazywany był kiedyś „Paryżem Wschodu”, ale z drugiej strony został mocno dotknięty czasami dyktatury Caucescu, który kazał część historycznych dzielnic zrównać z ziemią i postawić na ich miejscu wysokie apartamenty i bloki mieszkalne. Sprawia wrażanie miszmaszu architektonicznego, który na początku może lekko kłuć w oczy.
Co zobaczyć w Bukareszcie będąc w centrum miasta?
Wyjątkiem od tej mieszanej zabudowy staje się Pasajul Vilacrosse, czyli pasaż z kawiarniami, pubami i restauracjami, gdzie wszystko wydaje się ze sobą współgrać. W jednej z restauracji zamawiamy sziszę w Bemolle Cafe i podziwiamy żółte szkło, jakim pokryta jest ta arkadowa uliczka w kształcie widelca. Można się tutaj zrelaksować po ciężkim dniu.


Wychodząc z pasażu, w oddali widzimy Cerkiew Świętego Mikołaja, tak zwaną Cerkiew Rosyjską, której kopuły wznoszą się zaraz obok dużego blokowiska. O prawosławnym obliczu Rumunii przypomina także Cerkiew Kretzulescu, która przetrwała dwa trzęsienia ziemi, a mimo tego nadal zachwyca czerwoną cegłą.


W drodze do centrum mijamy imponujący konny pomnik króla Karola I z dynastii Hohenzollernów, pierwszego króla Rumuni, który wywalczył dla kraju pełną niepodległość od tureckich rządów w 1877 roku. Pomnik stoi przed budynkiem centralnej biblioteki, oczywiście także imienia króla Karola I.

Dalej udajemy się pod neoklasyczne rumuńskie Ateneum, które pełni funkcję prestiżowej sali koncertowej i filharmonii. Ilość ludzi robiących sobie tutaj zdjęcia na instagrama zdaje się potwierdzać popularność tego miejsca.
Spod budynku idziemy do Ogrodów Cișmigiu. 17 hektarów jego powierzchni czyni go największym parkiem w stolicy Rumunii. Jest on zarazem najstarszy, a tureckie słowo w nazwie oznacza osobę zajmującą się fontannami, których w tym miejscu zdecydowania nie brakuje. Dużo stawów i kładek nad nimi czyni ten park bardzo klimatycznym miejscem do spacerów.


Wracając z centrum, idziemy jeszcze zobaczyć jeden z największych budynków na świecie! Pałac Parlamentu, bo o nim mowa, posiada ponad tysiąc pomieszczeń, a łączna powierzchnia terenu wynosi 830 tysięcy metrów kwadratowych. Mieści się w nim nawet sala koncertowa! Nie decydujemy się obejść go dookoła, ze względu na czas, jaki by nam to zajęło, a także ze względu na czasowo zamkniętą ulicę przy pałacu, na której trwały przygotowania do jednego z festiwali muzycznych.
Przechodzimy tylko wzdłuż frontowej strony tego kolosa, od strony ulicy prowadzącej do Placu Zjednoczenia. Budowla była jednym z ostatnich monumentalnych projektów dyktatury Ceausescu w latach 80., a po jej obaleniu została ukończona już w kolejnej dekadzie. Niewiele brakowało, a zamiast być siedzibą rumuńskiego parlamentu, zostałaby wielkim kasynem, bo taką ofertę na ukończenie budynku złożył rumuńskim władzom w latach 90. słynny amerykański miliarder Robert Murdoch.


Tak jak planowaliśmy, wracamy nad fontanny na Piața Unirii, gdzie niedaleko zaparkowaliśmy samochód. Tym razem fontanny prezentują się inaczej, są oświetlone, więc robimy sobie kilka zdjęć na ich tle, mając za sobą również podświetlony Pałac Parlamentu. Mimo ogromnego zmęczenia udało nam się zwiedzić kilka naprawdę ciekawych miejsc w tych zaledwie kilku godzinach spędzonych na mieście.
Bukareszt nie grzeszy urodą, a na pewno przytłacza swoją mieszanką różnych stylów architektonicznych, to ma specyficzny klimat i coś wyjątkowego, czyli jeden z największych budynków na świecie. Choćby dla tej budowli warto wpaść do stolicy Rumuni nawet na kilka godzin i spędzić miło wieczór paląc sziszę w restauracyjnym ogródku. Idealne wejście w weekend i rozgrzewka przez Morzem Czarnym, ale o tym już w następnym wpisie!

Zobacz inne nasze wyprawy:

